TYPE O NEGATIVE - "Swiat wedlug Petera."




Doprowadzajac kilka osób do szału, bazujac na najniższych instynktach innych (czytaj: biorac ich na litosc i miłosierdzie, apelujac do sumień i ogólnoludzkiej solidarnosci) udało mi się ostatecznie osiagnac (wybłagać, wysępić...) mój cel. A gdy już znajdowałam się za kulisami festiwalu Rock On Island oczekując na rychłe ziszczenie się najbardziej nieprawdopodobnego z marzeń, poczułam się tak jakos dziwnie. W końcu chciałam go poznać od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszałam niezwykle sugestywny głos spiewajacy z taka furia na "Slow, Deep And Hard" czy odkrytych niedługo potem płytach legendarnego Carnivore, a ochota wzrastała wraz z każdym kolejnym dziełem. Apogeum nadeszło w momencie, gdy pojawiła się "furtka" - Type O Negative z Peterem Steelem na czele mieli odwiedzić nasz kraj.


I oto stałam sobie pod drzewkiem, wokół kręciły się różne ważne osobistosci muzycznego swiatka, a ja wypatrywałam kogos, o kim krażyło - również w "kuluarach" koncertu - mnóstwo mitów, legend i pogłosek. Na kogos w rodzaju Bardzo Złego Wilka, majacego wkrótce pożreć masochistycznie wychodzaca mu naprzeciw dziennikareczkę z Polski... Najpierw pojawili się pozostali członkowie zespołu - ubrani od stóp do głów na czarno i zawarłam z nimi tzw. znajomosc, w sposób wysoce natarczywy. A gdy już chyba mieli trochę dosc mnie i moich pytań, wtedy mym zdziwionym oczom objawiła się potężna, wręcz nierealna postać Petera Steel'a. Wmurowalo mnie, poniewaz nie spodziewalam sie, ze jest on az tak wysoki i gorujacy nad calym otoczeniem, tak ogromny, jakby zaslanial soba horyzont i dominowal kazda przestrzen, w ktorej sie znalazl. Przygladali mu sie - bardziej lub mniej otwarcie - dziennikarze i muzycy szeptajac do siebie, "hej, patrz, to ON!", tylko nikt jakos nie odwazyl sie podejsc blizej... Po dziesieciu minutach paraliz, ktory mnie opanowal wraz z wkroczeniem Petera, ustapil samoistnie i nagle cala sytuacja wydala mi sie komiczna. Skierowalam sie wiec ku mojemu - jakby nie patrzec - idolowi i z zimna krwia dokonalam prezentacji. A on okazal sie byc niezwykle milym, ujmujacym mezczyzna, nieco powsciagliwym w okazywaniu na zewnatrz jakichkolwiek emocji. Uprzejmy i spokojny idealnie pasowal do muzyki, ktora stworzyl, byl czyms w rodzaju naocznego dowodu na prawdziwosc zawartych na plytach TON klimatow, doznan i opowiesci. I zdecydowanie posiadal cos, co juz na pierwszy rzut oka mozna bylo okreslic jako OSOBOWOSC. Nie ulegalo watpliwosci, ze czekajacy mnie wywiad zapowiada sie baaardzo ciekawie... Najpierw jednak odbyła sie konferencja prasowa, podczas ktorej znudzeni czlonkowie Type O Negative odpowiadali na szereg konwencjonalnych pytan, pytan tak pasjonujacych, ze czasem jedyna alternatywa dla usniecia bylo dla muzykow wykrzesanie z siebie odpowiedzi nacechowanych sztandarowym dla TON skandalizmem. Peter powiedzial wiec, ze generalnie uwielbia sie zadreczac, ale bywaja tez szczesliwe chwile w jego zyciu, na przyklad te, ktore spedza na toalecie... ze muzyka jest jedynym sposobem uwolnienia swej wrazliwosci, poniewaz model zycia zachodnich spoleczenstw uznaje mezczyzne ukazujacego swe uczucia, chociazby placzacego, za jednostke slaba... ze Darwin jest jednym z jego idoli i bohaterow, poniewaz zamienil nauke w religie... a czlowiek jest najnizsza forma zycia na ziemi. Że Biblia, owszem znajduje sie w jego domu, ale w wymienionej juz toalecie i w charakterze nietrudnym do odgadniecia... ze nie wierzy w platoniczna milosc miedzy kobieta a mezczyzna, i ze sytuacja o ktorej opowiada piosenka "My Girlfriend's Girlfriend" zdarzyla mu sie juz setki razy... A potem - potem znowu chwila oczekiwania i znalazlam sie sam na sam z wynioslym i ponurym Peterem steelem w mrocznym wnetrzu luksusowego autokaru zespolu, z ktorej to prawie szachowej rozgrywki slownej postaram sie teraz przeprowadzic relacje.


Ja (zagrywka asekuracyjna): Peter, czy odpowiadasz rowniez na glupie pytania?
On: "Tak, ale to beda glupie odpowiedzi."
Ja: Twoja grupa krwi (blood-type)?
On (natychmiast): "B RH +"
Ja: Czy jestes zadowolony z ksztaltu "October Rust"?
On:"Chyba uda mi sie jakos zyc ze swiadomoscia, ze stworzylem ta plyte..."
Ja: A jakie sa twoje ulubione utwory z najnowszego albumu?
On:"Lubie je wszystkie, lecz gdybym musial wybrac ten jeden, to najprawdopodobniej bylby to "Love You To Death"."
Ja (z nienormalnym zapalem): O, tez mi sie podoba! Czy myslisz, ze masz w sobie potencjal aby zagrac jeszcze kilka plyt z Type O Negative?
On (ozywiajac sie z wolna):"Wiesz, juz napisalem pare nowych piosenek, ale narazie nie zamierzam nagrywac czegokolwiek w zwiazku z wydaniem "October Rust" i dosc obszernymi planami tras koncertowych."
Ja: Podobno macie wystapic na tegorocznym festiwalu w Donington?
On:"Pracujemy nad tym..."
Ja: Czy wasza muzyka jest komercyjna, czy tez moze tworzycie ja po prostu "sztuka dla sztuki"? Jaka role odgrywaja pieniadze?
On:"Odkad rzucilismy prace, musimy w jakis inny sposob zapewnic sobie utrzymanie. Ja osobiscie staram sie wywazyc proporcje miedzy sztuka a komercja i pisac dobrze brzmiace piosenki, co z pewnoscia przyczynia sie do pozniejszego sukcesu podczas sprzedazy."
Ja: Jakie czynniki maja wplyw na muzyke tworzona przez ciebie - TV, proza zycia, czy moze natchnienie lub jakies mistyczne doznania?
On (po dluzszej chwili namyslu):"Wydaje mi sie, ze takim czynnikiem jest namietnosc, ze wszystko co przenika moje serce staje sie dominujaca sila."
Ja: Czy kiedykolwiek myslales o karierze solowej?
On:"Tak wlasciwie, to Type O Negative jest dla mnie solowa kariera; ja przeciez pisze piosenki, a reszta zespolu po prostu gra to, co zechce."
Ja: ... Czy mieliscie jakies iweksze problemy po wydaniu kolejnych albumow?
On:"Raczej nie, jedyna klopotliwa sprawa byly trasy, i to, ze bardzo dlugo znajdowalem sie z dala od domu."
Ja: Czy cie to nie nudzi, konferencje prasowe kazdego dnia i zawsze te same pytania?
On (z ciezkim westchnieniem):"Tak, zawsze te same pytania... W przyszlym tygodniu firma plytowa wysyla mnie na "press tour", ktory potrwa dwa tygodnie. Polska jest jednym z krajow nie uwzglednionych w tej podrozy i dlatego zdecydowalismy sie zorganizowac konferencje dzisiaj. Nastepnym razem pojawimy sie w Polsce byc moze na jesieni w zwiazku z promocja "October Rust"."
Ja: Czy to znaczy ze przyjedziecie i zagracie koncert?!
On:"Najprawdopodobniej tak. Chcielibysmy odwiedzic jak najwiecej miast i brac udzial w festiwalach na rowni z kameralnymi wystepami w klubach."
Ja: Jak zdefiniowalbys styl muzyczny Type O Negative i ajkie slyszales okreslenia od innych ludzi?
On:"Na przyklad mozna to okreslic jako junk-rock, albo gothadelic. Niektorzy uwazaja, ze jestesmy zespolem czysto gotyckim..."
Ja: A moze po prostu "Type O Negative", styl sam w sobie?
On:"No wiesz, ale niektorzy nazywaja nas gownem... co mnie zreszta zupelnie nie obchodzi."
Ja: Byc moze sie myla.
On:"Mam taka nadzieje!"
Ja: Czy teksty sa rodzajem przesalnia, przekazu czy tez tylko poetycka lub szokujaca opowiastka?
On:"Nie chce zmieniac ludzkich dusz, zadaniem Type O Negative nie jest dawanie lekcji, uczenie czegokolwiek. Ja tylko wtlaczam swoje uczucia w muzyke i ciesze sie, jesli ludzie odbieraja to prawidlowo, jesli im sie to podoba."
Ja: Czy podobala ci sie niedawna trasa z Ozzy Osbournem, czy byly jakies konflikty miedzy wami, miedzy waszymi osobowosciami?
On:"Bardzo cieszyla mnie wspolna trasa z Ozzym, choc rzadko mialem okazje z nim rozmawiac, tylko dwa lub trzy razy i to niezwykle krotko. Nie bylo wiec mowy o czyms w rodzaju konfliktu."
Ja: Czy on jest dla ciebie legenda?
On: "Wiesz, gdy bylem nastolatkiem, mialem szesnascie czy siedemnascie lat, on byl rzeczywiscie jednym z moich bogow i uwazam za wielki zaszczyt to, iz moglem odbyc z nim szczesciotygodniowe tournee i wogole go poznac."
Ja (impulsywnie): Wiec wiesz jak ja sie teraz czuje!!!
On (zaklopotany? wzruszony? zdegustowany?):"... Oh... Dziekuje..."
Ja: W jakim kierunki zmierza teraz wasza muzyka i jaki ksztalt osiagnie ona w przyszlosci?
On:"Mysle, ze wrac z obecnym albumem ostatecznie skrystalizowal sie nasz wlasciwy styl. wydaje mi sie, ze czegos takiego jak na "October Rust" mozna sie bedzie po TON spodziewac w przyszlosci."
Ja: A co sadzisz o mediach, o roli dziennikarzy w twoim zyciu?
On (twardo):"Coz, mysle, ze jest to konieczna niedogodnosc! (lecz widzac panike w moich oczach lagodnieje) ...nie lubvie byc eksploatowany przez media i nie znosze, kiedy przekreca sie moje wypowiedzi... i... (znow twardo) nie lubie byc fotografowany bez mojej zgody!!!"
Ja: Hmm... (nie wiem co powiedziec, bo mam na swoim koncie cala "piracka" sesje dzielaca sie na rozdzialy - Peter idacy, Peter siedzacy, Peter przy barze, Peter jedzacy obiad i moze jeszcze kilka innych, nie mniej pasjonujacych...)
On (slusznie oburzony):"Chcialbym tez miec czasem chwile spokoju i na przyklad zjesc sobie obiad bez natretnego apartau bzykajacego mi pod nosem..."
Ja (slusznie skruszona): A jak ci smakowalo polskie jedzenie?
On (nagle ozywiony):"O, tak, bylo bardzo dobre, cos w rodzaju sztuki miesa z ryzem i roznymi, pysznymi salatkami."
Ja (jeszcze bardziej skruszona): Od razu robie sie glodna, chyba powinnam sobie cos zjesc...
On (troskliwie!!!):"Powinnas."
Ja (odwrot na calej linii): To moze nastepne pytanie - wydajesz sie byc zafascynowany mistycznymi, barbarzynskimi obrzedami, odglosy rodem z pradawnych rytualow mozna bylo uslyszec na "Bloody Kisses"...
On (zgrabnie zmieniajac temat):"Jestem dumny ze swojego europejskiego dziedzictwa i ze swoich przodkow. Moj ojciec byl w polowie Polakiem."
Ja (dajac sie zlapac na haczyk): Taaak?
On (zadowolony):"Jego ojciec byl Rosjaninem, a matka pochodzila z Polski."
Ja (dociekliwie): A jak sie nazywala, czy miala polskie imie?
On:"Coz. (wymijajaco) To bardzo dluga historia. Moj dziadek byl kuzynem Jozefa Stalina i po przyjezdzie do Ameryki mial z tego powodu olbrzymie problemy. Dlatego tez przyjal nazwisko swej zony Polki (czyli Ratajczyk - przyp. K.B.). Kiedy wiec urodzil sie moj ojciec, otrzymal on wlasnie to polskie nazwisko."
Ja (konsekwentnie dociekliwa): A jakie nazwisko ty masz w dokumentach?
On:"Na razie mam tam wpisane wlasnie nazwisko rodzinne, ale zmieniam je legalnie na Steele."
Ja: W wywiadzie dla MH Josh powiedzial, ze pazdziernik i ogolnie jesien kojarzy mu sie z takimi pojeciami jak seks i smierc. Czy uwazasz, ze jesien to jakas wyjatkowa "seksualna" pora roku?
On:"Nie... ja po prostu uwielbiam lasy, uwielbiam jesien i lubie pojsc do jesiennego lasu z kobieta... spedzic tam z nia troche czasu, kiedy jest chlodno i mozna rozpalic ognisko, a na niebie swieca gwiazy... I to jest bardzo romantyczne."
Ja (brutalnie przerywajac jego rozmarzenie): Powinienes zobaczyc polska zlota jesien, to cos pieknego!
On:"Hm... zapewne..."
Ja (po chwili klopotliwego milczenia): Kilka dni temu przeprowadzilam doswiadczenie. Njapierw wlaczylam sobie "Retalitation" Carnivore, a potem tasme promujaca "October Rust". Wrazenie jest powalajace - furia i agresja przeciw spokojowi i melancholii. Co jest przyczyna takiego kontrastu?
On:"Gdy bylem w Carnivore, mialem 19-20 lat, a teraz mam 34, to bylo wiec bardzo dawno temu. Uwazam, ze to ogromnie smutne, jezeli ktos sie wogole nie zmienia, a ja sie natomiast zmienilem i to bardzo podczas ostatnich dziesieciu lat. Z cala pewnoscia jestem obecnie calkiem inna osoba niz bylem za czasow Carnivore."
Ja: Jak sie wobec tego czujesz jako obiekt kultu, czy naprawde jestes tak demoniczny i smiertelnie niebezpieczny, czy jest to tylko sceniczny wizerunek?
On:"Jest to wizerunek, z ktoreym ja osobiscie sie nie identyfikuje, image, ktiry nalozyly na mnie media. Nie sadze, abym byl wcieleniem ciabla, szatana czy samego zla lub czegokolwiek innego sposrod rzeczy, o ktore ludzie mnie posadzaja. Jestem po prostu normalna, calkiem zywczajna osoba!"
Ja (i tak nie wierzac): No dobrze... (i tu nagle postanowilam zaryzykowac i strzelic dosc samobojcze pytanko, moze ostatnie zanim zostane wykopana za drzwi, pytanko, na ktorego zadanie mialam - jak widac - nieprzezwyciezona ochote) Jakiego szamponu do wlosow uzywasz?
On (uprzedzajaco uprzejmy):"Nazywa sie Finesse..."
Ja (po wykonaniu kilku gwaltownych wdechow i wydechow): Slyszalam, ze napisales utwor "Bloody Kisses" z powodu smierci ukochanego kota. Czy teraz masz jakies zwierzeta?
On:"Mam dwa koty - jeden ma na imie Rusty, a drugi - jest to kotka - nosi imie Grizelda, i jest cala szara."
Ja: A czy Rusty jest naprawde rdzawy?
On:"O, tak, jest niesamowicie rudy, az prawie pomaranczowy!"
Ja: Teraz cos o twoich pogladach religijnych...
On:"Zostalem wychowany w wierze katolickiej, choc pozniej odstapilem od tamtych zasad. Nigdy jednak nie potepiam ludzi z powodu ich wyznania, uwazam, ze powinni miec prawo wyboru, a z moja natura wyraznie nie szly w parze katolickie reguly postepowania."
Ja: Jaki wplyw mialo na ciebie mieszkanie pod jednym dachem z piecioma starszymi siostrami, czy jest to moze przyczyna twojej obsesji na punkcie kobiet?
On:"Tak, wydaje mi sie, ze zawsze bylem zafascynowany obserwowaniem ich, przygladaniem sie jal nakladaja makijaz. Byly bardzo kobiece, nosily krotkie spodniczki i buty na szpilkach, mialy rozne wymyslne fryzury, malowaly paznokcie - a ja uwielbialem siedziec i patrzec jak one to wszystko robia - ale nigdy, przenigdy nie marzylem o tym aby byc kobieta! Wolalem patrzec na to, jakimi doskonalymi kobietami sa moje siostry."
Ja: Czy myslisz czasami o wstapieniu w zwiazek malzenski?
On:"Gdybym znalazl odpowiednia osobe, rozwazylbym taka mozliwosc. Dla mnie osobiscie malzenstwo nic nie znaczy, gdybym powiedzial kobiecie, ze chcialbym z nia spedzic reszte mojego zycia, to bylaby to prawda i same moje slowa stalyby sie gwarancja wiernosci. Ale jezeli ona pragnelaby pojsc do kosciola czy urzedu i zalegalizowac zwiazek, podpisac jakies papierek - i jezeli to by ja uszczesliwilo - nie wahalbym sie, aby sprawic jej przyjemnosc."
Ja: Peter, jak wyglada twoje wyksztalcenie?
On:"Skonczylem szkole srednia a potem college - byl to Kingsborough Community College - oraz rownolegle szkole muzyczna."
Ja: Twoje obecne fascynacje muzyczne?
On:"Cocteau Twins, Curve, Laibach, Devo..."
Ja: A jesli chodzi o Laibach, czy interesujesz sie tez, a moze identyfikujesz sie z ich ideologia?
On:"Wiesz, bardzo interesuje sie mechanizmami kierujacymi polityka, a szczegolnie kwestia ustrojow totalitarnych i dlatego fascynuje mnie to co robia muzycy Laibach. Oni nigdy nie wyjda i nie przyznaja sie wprost, ze sa faszystami czy komunistami. Dlatego nikt tak naprawde nie wie kim oni sa i dlatego skupia sie nie nich uwaga wielu politykow zarowno lewicowych, jak i prawicowych oraz calej opinii publicznej."
Ja (niewinnie): Czy jest szansa, zaby bardzo utalentowany muzyk zostal czlonkiem TON, jezeli on - lub ona - mialby wlosy blond?
On (niespodziewanie wybucha szczerym, niepohamowanym smiechem): "No, gdyby ta osoba zrobila sobie chociaz jedno czarne pasemko, to ewentualnie moglbym sie nad taka mozliwoscia zastanowic."
Ja: Gdybys mogl przeniesc sie w czasie, to do jakiej epoki i w jakiej roli zawiatlbys najchetniej?
On:"Jestem bardzo zadowolony z zycia tu o teraz!"
Ja: Z jakimi muzykami, pomijajac twoich kolegow z Type O Negative, chcialbys zagrac?
On:"Mhm... To bardzo klopotliwe pytanie. Jest wielu ludzi, ktorych cenie, z ktorymi chcialbym pracowac i gdybym wymienil kilka nazwisk, to byloby to nie w porzadku wobec pozostalych. Jest tez wielu muzykow, z ktorymi chcialbym sobie po prostu usiasc i porozmawiac, jak Paul McCartney z The Beatles, Geezer Butler z Black Sabbath czy John Paul Jones z Led Zeppelin. Sa to ludzie, ktorzy przez lata byli moimi autorytetami i nieslychanie ich sobie idealizowalem."
Ja: Opowiedz cos o twoich mlodzienczych marzeniach, aby zstac policjantem, czy to bylo spowodowane jakims powolaniem, moze chciales stac na strazy prawa i moralnosci?
On:"Prawde mowiac w Nowym Jorku zarobki policjantow sa bardzo wysokie. Pomyslalem, ze skoro i tak wszyscy nosza tam bron to i ja powinienem, no a jezeli mieli mi jeszcze za to placic... perspektywa byla kuszaca. Szukalem tez dobrej pracy, a ta jest naprawde doskonala - laczy duze zarobki z elementami ryzyka, niebezpieczenstwa."
Ja: Twoje ulubione ksiazki i filmy?
On:"Czytam ksiazki naukowe, interesuje sie fizyka, chemia, architektura wnetrz, inzynieria genetyczna... A jesli chodzi o filmy, to ostatnio jestem niestety zbyt zajety,z aby cokolwiek obejrzec."
Ja: Czym sie zajmujesz w czasie wolnym od tras koncertowych i nagrywania?
On:"Lubie podnosic ciezary, pracowac przy moim samochodzie, jak rowniez przebywac we wlasnym domu - spac, jesc i odpoczywac. Bardzo duza przyjemnosc sprawia mi tez spedzanie wolnych chwil w towarzystwie kobiet."
Ja: Czy sa jeszcze jakies inne piosenki, ktore mialy na ciebie duzy wplyw w dziecinstwie oprocz "Summer Breeze" a ktorych covery chcialbys zagrac?
On:"Wlasciwie to zamierzam nagrac caly album zawierajcy covery takich utworow... (widzac moje natarczywo-dociekliwe spojrzenie) - ale nie zdradze cie zadnych szczegolow!"
Ja: Wobec tego powiedz mi... jaki jest sens zycia?
On:"Sens zycia? Unikac smierci!"
Ja: Kogo nienawidzisz?
On:"Jezeli juz, to tylko samego siebie."
Ja: Album wszechczasow?
On:"Och, jest ich tak wiele, ze odpowiedz na twoje pytanie wykracza poza moje mozliwosci..."
Ja: A ulubiony album z dorobku TON?
On:"Najprawdopodobniej "October Rust"."
Ja: Co jest tak wyjatkowego w zywiole ognia, ze tematyka z nim zwiazana pojawia sie czesto w twoich tekstach i powraca rowniez na "October..."?
On:"Ogien jest dla mnie czynnikiem stymulujacym seksualnie."
Ja (po chwili bezskutecznego oczekiwania na kontynuacje watku): A co sadzi twoja rodzina o dokonaniach Petera jako muzyka?
On:"Nie rozumieja tego co robie, ale szanuja to."
Ja: Czy interesujesz sie sportem?
On:"Owszem, a szczegolnie dyscyplinami, ktore moge uprawiac razem z kobietami..."
Ja: Czy chcialbys powiedziec na zakonczenie cos wyjatkowego dla swoich wielbicieli w Polsce?
On:"Chcialbym i podziekowac za wsparcie i za cierpliwosc, jaka przejawili tak dlugo czekajac na nasze przybycie. Mam tez nadzieje, iz nie poczuja sie rozczarowani naszym nowym albumem..."
Ja: Chyba zartujesz... Bardzo dziekuje ci za wywiad.



I na tym skonczyla sie oficjalna, zarejestrowana czesc naszej rozmowy. Rozmowy, ktora pierwotnie miala trwac dziesiec minut... a przeciagnela sie do przeszlo pol godziny, wliczajac luzna konwersacje po i przed wywiadem (luzna jak luzna, ale i tak bylam caly czas cholernie spieta bojac sie, ze zaraz strzele jakas glupote). Akiedy nastal czas upragnionego koncertu, a potem sie skonczyl i znalazlam sie w przepelnionym totalnie zmeczonymi ludzmi pociagu, i kiedy lezalam sobie na podlodze rzesiscie oswietlonego wagonu restauracyjnego oparta o plecy, nogi i bagaze wspoltowarzyszy niedloi - wtedy dotarla do mnie swiadomosc, iz to wszystko wydarzylo sie naprawde, ze pare godzin wczesniej rozmawialam sobie z gosciem, ktorego twarz spoglada na mnie z plakatu nad lozkiem... I nadal trudno mi nulo uwierzyc. Gdyby nie kaseta z wywiadem, troche (troche?!?) zdjec i karteczka z dedykacja specjalnie dla mnie gloszaca: "Kasia, it was a real pleasure meeting You" - to chyba uznalabym cale zajscie za wytwor mojej chorej wyobrazni porazonej nieskonczona i dominujaca obsesja...


Kaska Bajka

PS. Jeszcze jedno - dziekuje wszystkim osobom, ktore sie przyczynily do zorganizowania tego wywiadu.


Wywiad zamieszczony w miesieczniku Metal Hammer nr 9/1996.


Przepisala: Cinn.

|BACK - WYWIADY[pl]| |[eng]|