TYPE O NEGATIVE - "October Rust"


Nie będę ukrywac (nie sadze zreszta, by to mi sie udało), że na sama mysl o TYM zespole dostaję gęsiej skórki, a serce zaczyna mi walic tak mocno, jakby za chwilę na zawsze miało opuscic cielesna powłoke. Jestem totalna wielbicielka, co tam wielbicielka, totalna maniaczka, do bolu zakochana w głosie i urodzie Petera Steela, w muzyce jaka tworzy wraz ze swoimi równie wielkimi kolegami. A wszystko zaczęło się w 1993 roku, kiedy to mrocznemu swiatu po raz pierwszy objawił się drugi album Type O'Negative - "Bloody Kisses". Między moja wrazliwa duszyczka, a ta płyta od razu zaistniała ognista miłosc, ktora w rownie namiętnej postaci przetrwała do dzisiaj. Bezpamiętnie zakochałam się w TEJ muzyce. Była zbyt piękna, by poddawac ja bezsensownym klasyfikacja, porownaniom. Ci, którzy to uczynili, nie wiedza, czym jest Sztuka... Nie mogłam uwolnic się od "Bloody Kisses". Bywało, że spałam z właczonym magnetofonem... Wydawało mi się wowczas, że już nic nie będzie w stanie zastapic mi tej płyty. Przecież takie rzeczy nie zdarzaja się dwa razy. Ale...

Mimo szczerej, wręcz desperackiej miłosci do "Krwawych Pocałunków" w pewnym momencie poczułam, jak moje serce zaczyna powoli umierac z tęsknoty za nowym dziełem boskich demonów. Wiedziałam doskonale, że jest tylko jeden sposób na przedłużenie mojego więdnącego życia. I tylko jeden zespół był w stanie wyrwac mnie z objec zimnej smierci... Type O'Negative... Nowy album, nowe dzwięki zatapiajace w otchłani niepojętej rozkoszy. Kolejne hipnotyczne chwile spędzone w krainie snów, o spełnieniu których bałam się marzyc...

"October Rust" nadszedł tak nagle. Tak nagle zaczal odgrywac niezwykle ważna rolę w moim życiu. Przez pewien (bardzo długi) moment pewnie nawet najważniejsza... To, co kiedys spotykało "Bloody Kisses", teraz spotykało "Octobera". Wkrótce zdałam sobie sprawę, że to równie WIELKA płyta, jak jej poprzedniczka. Wypełnia ja bardzo jesienna muzyka. Doskonała do słuchania we dwoje w ciemne wieczory przy swiecach. Albo odwrotnie - do sycenia się samotnoscia podczas chłodnych, zapomnianych nocy... Posępna atmosfera, mrok, ja siedzaca posrodku pustkowia i moi Mistrzowie, zamieniajacy jednym dzwiękiem szara rzeczywistosc w bajeczną krainę, która powraca w każdym snie. Zbyt piękne? Ale tak jest i nietrudno się o tym przekonac. Wystarczy tak niewiele...

Ta płyta to galeria różnorodnych uczuc i emocji, nastrojów i stanów, pragnien i marzen. Gdy już raz wedrze się do duszy, na zawsze pozostawia w niej swoj slad, rzuca na nia narkotyczne zaklęcie, którego nie jest w stanie cofnac nawet najbardziej doswiadczona wiedzma. Brzmi to niezwykle tajemniczo, ale taki własnie jest "October Rust" - troche nierealny, mistyczny, wręcz starożytny. A obok jest codziennosc - czekanie na wiadomosc od ukochanej ("Die With Me"), przemiana w wilkołaka ("Wolf Moon"), miłosc podzielona ("My Girlfriend's Girlfriend"), miłosc wieczna i niezniszczalna ("Love You to Death")... Nad całoscia wznosi się jesienna won odziana w mgliste szaty rozpaczy... Bo to delikatna pazdziernikowa impresja utkana ze stonowanych barw melancholii. Głęboka namiętnosc wprowadzajaca niesmiałych kochankow w swiat natchnionej erotyki. Mistyczna wędrowka przez ognisto chłodne scieżki, prowadzace do krainy utkanej z powiewnych snow, które tylko tutaj pieszczone blaskiem księżyca zamieniaja się w wyimaginowana rzeczywistosc...

Jest taki piękny fragment w utworze "Die With Me": "Czy mogłbym trzymac Cię w objęciach całe życie...?" Niczego bardziej nie pragnę, jak móc do upadłego rozkoszowac się Twoja MUZYKA, prawdziwa SZTUKA Peterze Steele. Te słowa zreszta już dawno się wypełniły. Jestem niewolnica Twojego zespołu i dzwiękow, którymi ukrzyżowałes mnie, darujac mi jeden ze swych krwawych pocałunkow. Od tamtej chwili należę do Ciebie. I tak będzie już zawsze. Nawet smierc nie będzie w stanie pogrzebac mojej głębokiej miłosci...



autor: Margaret



Recenzja z portalu... rockmetal.pl



|BACK - WYWIADY[pl]| |[eng]|