TYPE O NEGATIVE - "The Least Worst Of"

(Roadrunner Rec./MMP)

Jesli mam byc szczery, to ta plyta nie stanie sie kolejnym elementem mojej plytoteki. Nie dlatego, ze jest to zly album. I mimo, ze jestem fanem Type O Negative, to jednak nie uznaje za nic wielkiego albumu, ktory oprocz dwoch nowych utworow i kilku przypadkowych dzwiekow nie wnosi do wizerunku Type O Negative nic nowego. Wkurzaja mnie te wszystkie single, specjalne edycje, "The Best Of...", poniewaz jest to jedno wielkie oszustwo skierowane w nas - odbiorcow. Czasem lepiej odpuscic sobie jeden "dodatkowy" utwor lub "specjalna" edycje, poniewaz sa to przekrety wytworni, nic wiecej... Chyba ze... jest sie kolekcjonerem, ktory kazde dodatkowe pierdniecie idola traktuje jak fetysz. No ale wrocmy do "The Least Worst Of", by wydobyc jego zalety i wady. Zaczne moze od tych drugich, jeszcze raz podkreslajac, ze jesli spodziewacie sie czegos nowego, to trudno tu byc zszokowanym. Co prawda typowych "odgrzewancow" w zasadzie tu nie ma, jesli nie nazwac tak starych numerow, misternie ukrytych za samplami, pocietych w jakis dziwaczny sposob, lub rozwinietych w cudaczne formy. Wszystko to jest robota Steele'a, choc tak naprawde to on sam przyznal, ze wydanie jego eksperymentow na plycie bylo sugestia wytworni. Gdyby wszystkie te miksy powstatwaly pod specjalna, byc moze Steele w sposob bardziej efektywny skorzystalby ze swego mozgu. Tu powracamy do teorii "pierdniecia" i wszystko robi sie jasne. Owszem sa dwa nowe utwory, choc tak naprawde i one nie wnosza nic nowego. Z tej dwojki zdecydowanie bardziej podoba mi sie "Stay Out Of My Dreams", choc i tak nie sa to najlepsze riffy autorstwa duetu Steele-Silver. Generalnie wiec "The Least Worst Of" jest takim "zapychaczem"... Z drugiej zas strony, by nieco wybronic owa produkcje, badz co badz firmowana logo Type O Negative, trzeba stwierdzic, ze jest to zywa esencja muzyki zespolu, eksplorowana na roznych etapach jego artystycznej dojrzalosci, od tych najstarszych ("Hey Pete"), po te przelomowe ("Black No 1", "Christian Woman"), przebojowe ("My Girlfriend's Girlfriend", "Love You To Death"), depresyjne ("Everyone I Love Is Dead", "Everything Dies") elementy "World Coming Down", oraz brylantowe covery ("Black Sabbath", "CinnamonGirl"), kilka dziwnych intros oraz dwa "swieze" utwory ("It's Never Enough", "Stay Out Of My Dreams"). Tak wiec, zestaw calkiem przedni, tym bardziej ze kazdy z tych utworow okraszony jest jakims nowym, energetycznym podtytulem, w gruncie rzeczy jednak malo tu przelomowych spraw. Byc moze to dowod na to, ze nie jestem takim fanem Type O Negative, jakim mienilem sie do tej pory. Prawdziwy fan wszak juz jest na kolanach. Jednak w zalewie tylu interesujacych dzwiekow trudno egzaltowac taki album. Osobiscie wole Type O Negative z normalnych, regularnych produkcji, ale ze "The Least Worst Of" jest produkcja tak wielkiego zespolu jak TON, wiec...


Dar(e)k Ocena: 4

Recenzja ukazała się w nr 12/2000 miesięcznika Metal Hammer.

Przepisala: Cinn.

|BACK - WYWIADY[pl]| |[eng]|